Osoba bezdomna bardzo często uwikłana jest w inne problemy społeczne. Mówię chociażby o problemie uzależnień od alkoholu oraz przemocy w rodzinie. Czy wiecie, że ponad połowa bezdomnych kobiet w województwie pomorskim pytana o przyczyny bezdomności wskazuje na konflikty rodzinne w tym konkretnie na doświadczanie przemoc w rodzinie?
Już niebawem ukaże się moja książka o krzywdzeniu dzieci (jak już fizycznie zaistnieje to podeślę Wam linka). Natenczas powiem jedno: problem przemocy w rodzinie jako determinanta wchodzenia w bezdomność jest praktycznie tematem nie ruszonym. Zresztą to dotyczy w ogóle bezdomności kobiet i dzieci!!!
Tak i ten temat to COŚ na co czekam z utęsknieniem na tej socjo-pustyni poznania!!
OdpowiedzUsuńBezdomność kobiet i dzieci, na którą skazywane są kobiety z dziećmi, będące ofiarami przemocy w rodzinie. Najczęściej zostawiane same sobie z problemami czysto egzystencjonalnymi, prawnymi... Obarczane odpowiedzialnością podwójnie - i za sprawcę przemocy (z autopsji powiem - zupełnie bezkarnym!) i za dzieci, o których normalne życie/rozwój walczą.
Moja walka o normalne życie dzieci trwa już ponad 3,5 roku. Jestem w niej zostawiona sama sobie. I wbrew szumnym akcjom rozgłaszanym w mediach - nie ma SKUTECZNYCH rozwiązań prawnych chroniących pokrzywdzonych w takich "historiach". Uciekliśmy w nocy z domu do CIKu. I mimo zapewnień, że będzie OK, wcale tak OK nie jest. Ani Sąd, ani policja, ani psycholog z Poradni dla "takich kobiet", ani urzędnik z UM, UP nie byli zainteresowani pomocą. A jak już ktoś był - to nie było "możliwości" prawnych lub zwyczajnie ŚRODKÓW. To co mi zaoferowano, gdy w momencie kryzysu straciłam pracę i musiałam opuścić zimą wynajmowane mieszkanie to była noclegownia dla bezdomnych kobiet, a dzieci miały trafić do domu dziecka. Tymczasowo, jak zapewniano. Uzyskanie miejsca w domu samotnej matki - to tak na granicy cudu nad Wisłą.
Tak, jestem zagrożona bezdomnością. Ja i moje dzieci.
Tak, to był mój wybór - by uciec od męża/ojca, który uznawał jedną formę komunikacji - pięści i znęcania.
Nie należy mi się żadne wsparcie finansowe ze strony męża (wykształconego, na wysokim stanowisku), żebym mogła zagwarantować stabilność "dachu nad głową" - (mógłby dobrowolnie, ale po co?), nie należy mi się pomoc od UM - bo jestem "zbyt zaradna" - czyli staram się i zarabiam narazie na najem i opłaty (a co z życiem?), nie dostanę kredytu - no bo przecież jestem samotna z dziećmi!!
I wciąż zastanawiam się ile razy będziemy z dziećmi się przenosić, do coraz mniejszych mieszkań, znosić upokorzenia ze strony właścicieli, coraz wyższe opłaty...
Nie mam rodziny, która mogłaby mnie przygarnąć. To sie czasem przytrafia.
Zastanawiam się tylko czasem, gdy jestem już zmęczona ekwilibrystyką logistycznego przetrwania w dżungli rzeczywistości edukacyjno-zawodowo-domowej, czy nie powinnam jednak przestać się starać... Paradoksalnie - patologii jest łatwiej.
Tym gorzkim akcentem - niech w Nowym 2012 Roku darowany będzie każdemu swój kawałek nieba w czterech ścianach!
hmmmm to trudny temat, który podjęłaś i jakiś taki "mało naukowy". To nie zarzut do Ciebie ale chciałem tym stwierdzeniem napisać, że tutaj podejście naukowe traci obiektywizm i przestaje być wolne od emocji. Przynajmniej moje, co niekoniecznie dobrze świadczy o moim warsztacie metodologicznym. No ale po przeczytaniu Twojego osobistego postu musze z całym przekonaniem przyznać Tobie rację. Bardzo często to, nad czym pracują ludzie nauki, to, czego się na uniwersytetach naucza, to, o czym się rozmawia budując profilaktyczne programy wsparcia dziecka i rodziny w konsekwencji rozbija się o poszczególne dramaty znanych bądź anonimowych osób. Analizując Twoje słowa dojść bezwzględnie należy do przekonania, że system wsparcia w Twojej sytuacji nie zadziałał, to znaczy nie zadziałał do końca prawidłowo, okazał się systemem nieskutecznym. Jak pisałem książkę o przemocy w rodzinie i rozmawiałem z osobami uwikłanymi w przemoc (boję się mówić o byciu ofiara przemocy bo samo słowo „ofiara” jest dla mnie takie… bezwolne) to w wielu przypadkach moje rozmówczynie skarżyły się, że w sumie miał ktoś im pomóc, ktoś obiecał pomoc i nawet ta pomoc była obecna na jakimś etapie ale potem… potem się wszystko rozmyło. Pod tym względem, podobnie jak w przypadku systemu bezdomności, chcąc rozwiązywać w sposób skuteczny problem przemocy w rodzinie należy dążyć do stworzenia takich warunków, aby zawiązywane koalicje na rzecz przeciwdziałania przemocy w rodzinie mogły swoim działaniem realnie zmieniać sytuację na przykład kobiety z dziećmi doświadczającej przemocy w rodzinie. sprawa piekielnie trudna bo wymaga współpracy nie tylko między instytucjami ale również między różnorodnymi sektorami. Wciąż nie rozumiem dlaczego tak mało osób również w moim otoczeniu nie uświadamia sobie, że problem przemocy w rodzinie jest ściśle powiązany z bezdomnością?
OdpowiedzUsuńi jeszcze jedno: z doświadczenia pracy z różnymi osobami pracującymi w ośrodkach pomocy społecznej, organizacjach pozarządowych dochodzę do przekonania, że i tak podstawą niesienia realnej pomocy osobom w sytuacjach kryzysowych jest w ostateczności własne zaangażowanie pracownika socjalnego, poczucie misji wykonywanego zawodu czy wyznawanego systemu wartości. A te rzeczy wydają się często „kuleć” – przynajmniej tak wskazują badania prowadzone w woj. pomorskim i w całej Polsce. Ale z drugiej strony czy budowanie profesjonalnych systemów wsparcia ma być uzależnione od tego czy ktoś stał się pracownikiem socjalnym przez przypadek czy z powołania? Profesjonalne systemy skupiają profesjonalnych ludzi
OdpowiedzUsuńUważam, że problemem jest nie tylko stopień zaangażowania pracowników socjalnych, czy urzędników, ale również stopień skomplikowania prawa i przepisów jakie obowiązują.
OdpowiedzUsuńDość często jest tak, że są one kompletnie oderwane od ZMIENIAJĄCEJ SIĘ rzeczywistości i REALNYCH potrzeb.
W żadnym wypadku nie chodzi tutaj o roszczeniowe postawy tych kobiet (choć mam świadomość, że i takie się zdarzają), niemniej w tak złożonej sytuacji poradzenie sobie bez długofalowego wsparcia jest niezwykle trudne.
Do tego dochodzi kwestia objęcia opieką psychologiczną tych osób (kobiety+dzieci), co również w dużej mierze jest baaaaaardzoooo przypadkowe. Zależy na kogo się trafi. Ja miałam szczęście DOBRZE trafić za 3 razem.
I nie zrezygnowałam z poszukiwań właściwego terapeuty z powodu ŚWIADOMOŚCI, że potrzebuję pomocy i wsparcia, co więcej - odwagi. Bo jakże pospolite jest myślenie o tych, którzy korzystają z tego typu pomocy jako o tych z "problemami psychicznymi" itd.
To, co jeszcze mi przychodzi do głowy, to społeczna "schizofrenia" urzędników/pracowników służb (policja, sądy) - coś na zasadzie: taaaa wymyślili se takie prawo, że kobiet nie wolno bić, ani się znęcać... ale przez to przebija się bardziej osobiste przekonanie, że "jak się baby nie bije, to jej wątroba gnije".
I już przerażająca wręcz znieczulica czy wręcz alergiczna chęć, żeby taka kobieta o nic nie walczyła, nic nie chciała - bo nóż-widelec będzie wymagało to pracy.
Maćku, badania naukowe to świetna sprawa, budowanie profilaktycznych programów - niezmiernie ważna działalność, ale prawda jest taka, że ZAWSZE będą się one rozbijać o dramaty jednostek. I właśnie tutaj jest pole do popisu, by te jednostki nie musiały tonąć tylko dlatego, że same starały się zmienić swoją beznadziejną sytuację.
Co więcej, takich jednostek jest bardzo dużo. Tylko ich nie słychać, bo JESZCZE sobie JAKOŚ RADZĄ.
I jeszcze jeden mały komentarz.
OdpowiedzUsuń"Ofiara" czy "uwikłanie" w przemoc?
Już nie czuję się "ofiarą przemocy", bo miałam ŚWIADOMOŚĆ, że muszę i chcę ją przerwać. Nie miałam zielonego pojęcia JAK sobie poradzimy, CZY sobie poradzimy.
Więc w takim wypadku określenie "uwikłana w przemoc" mi pasuje :)
Ale wiem (znam takie osoby), że są kobiety kompletnie sparaliżowane strachem, takie, które już się poddały i będą tkwić w chorych relacjach. Uważam, że w takim wypadku można mówić o "ofiarach". Przemoc zniszczyła i pozbawiła poczucia wolności...
Z racji "uwikłania w temat" - jeszcze jedno spostrzeżenie się nasunęło :)
OdpowiedzUsuńSkoro w trakcie rozmów z kobietami wychodziło na jaw, że ktoś obiecał pomóc, ta pomoc była, ale się ... rozmyła, DLACZEGO każdy taki "przypadek" nie jest traktowany jak projekt?
DLaczego nie wdrożyć standardów Project Management w zwalczaniu bezdomności?
Trzymanie się pewnych zasad/reguł/ procedur działania wymuszałoby testowanie, czy zostały przeprowadzone: spotkania/rozmowy/podjęte odopowiednie działania?
I w takim wypadku odpadałby problem nieprofejonalnych pracowników, gdyż w bardzo prosty sposób można by dokonywać oceny ich "zaangażowania i jakości pracy".
Pytanie, czy opór materii nie byłby zbyt duży :D
witaj Anonimowa, trochę zajęć na uczelni i w innych miejscach ale w głowie to, co napisałaś w swoich komentarzach. Pozwól że się odniosę do nich w punktach i to nie w należytej kolejności:
OdpowiedzUsuń1. opieka psychologiczna: powiem tyle, że w przypadku wielu osób bezdomnych i zagrożonych bezdomnością praktycznie ona w ogóle nie istnieje a jeśli tak to nie jest zintegrowana z innymi obszarami pomocy. Rozwija mi się wątek który chciałbym przenieść do innego postu a mianowicie CO OZNACZA SKUTECZNA POMOC osobom bezdomnym i zagrożonym bezdomnością. Powiem tutaj tylko tyle, że profesjonalizacja pracy socjalnej nie pociąga za sobą wykonywania działań skutecznych. Co to jest działanie skuteczne? takie mianowicie, które jest powiązane z innymi działaniami i z nich wynika. Chcę przez to powiedzieć, że nawet jeśli trafi się na super psychologa czy pedagoga czy pracownika socjalnego w jednej sferze to wcale nie gwarantuje sukcesu w innych sferach. I Twój przykład i przykład pewnie wielu innych osób (najczęściej kobiet) na to doskonale wskazuje. Co to oznacza? W prostej linii to, że działanie skuteczne może odbywać się jedynie w koalicji międzyinstytucjonalnej, więcej - międzysektorowej.
2. Pomoc musi być "uszyta na miarę" Wyobraźmy sobie że mamy dwie możliwości: kupujemy ciuchy w sklepie albo szyjemy sobie je u krawca na miarę. Bez wątpienia powiemy, że choć ta druga możliwość jest bardziej wyszukana i droga to w ciuchach "uszytych na miarę" czujemy się lepiej, bardziej komfortowo, bardziej powiedziałbym wyjątkowo. Podobnie wydaje mi się jest w przypadku pracy z osobami uwikłanymi w różnorodne problemy społeczne (nas interesuje bezdomność i tutaj przemoc w rodzinie). Dopóki pomoc osobom zagrożonym bezdomnością będzie taka sama dla wszystkich, dopóty pomoc ta będzie mało skuteczna bo nieadekwatna do indywidualnych potrzeb. Niestety w tym zakresie mamy wiele do zrobienia. Ale mamy wszyscy: pracownicy socjalni, inni przedstawiciele pomocy społecznej czy polityki społecznej, społeczność lokalna, naukowcy, WSZYSCY.
OdpowiedzUsuń3. POMOC MUSI BYĆ UDZIELONA W ODPOWIEDNIM CZASIE: to jest jakieś totalne nieporozumienie, że czasem trzeba się stać osobą bezdomną aby móc pomóc. Zgadzam się z tym co napisałaś bo sam osobiście znam tego rodzaju przykłady nieprofesjonalnych działań pomocy społecznej. Nie wiem co w tym kontekście można dodać powiem tyle: jeśli nie udzieli się w odpowiednim momencie odpowiedniego wsparcia możemy dojść do sytuacji przybywania osób bezdomnych, które można byłoby uchronić przed sytuacją braku dachu nad głową. Tak czy siak pamiętać powinniśmy, ze nawet jeśli ktoś odmawia pomocy nie zwalnia nas to z tego, aby tę pomoc ponawiać zawsze kiedy mamy ku temu możliwości i zasoby
4. OFIARA I OSOBA UWIKŁANA W PRZEMOC: to dobre rozróżnienie. Intuicja badawcza i doświadczenie naukowe każe mi przypuszczać, że niestety ofiar jest więcej niż osób uwikłanych w przemoc. Ja idę jednak o krok dalej: za osobę uwikłaną w przemoc traktuję również sprawców przemocy – może mylnie nie wiem. W razie czego proszę poprawcie mnie proszę. Zresztą mówienie o ofiarach przemocy rodzić może mocny stereotyp związany z postrzeganiem osób doświadczających przemocy: ofiara to osoba nieudolna, nie posiadająca wpływu na własne życie, w pełnie poddana sprawcy, uzależniona od niego. Więcej w publikacji o krzywdzeniu dzieci w rodzinie, która dzisiaj została oddana po korekcie do druku. Niestety jak się okazuje nie potrafię stawiać znaków interpunkcyjnych, przede wszystkim przecinków. Widać to zresztą po moich postach i komentarzach ale cóż uczę się wciąż pisać na klawiaturze choć i ostatnio po wielu miesiącach uruchomiłem również ponownie pióro. Uwielbiam pisać piórem
5. CASE STUDY: ciekawe byłoby zebranie takich nieudanych przypadków (studies) i na ich podstawie przeanalizowanie najważniejszych problemów związanych z niesieniem pomocy osobom zagrożonym bezdomnością. Świetny pomysł. Może niektórym by klapki z oczu spadły. Wydaje mi się, że wiele osób uważa, ze w ich gminach skutecznie pomaga się osobom bezdomnym i zagrożonym bezdomnością gdy tymczasem fakty są inne
dodałem nową pozycję dotyczącą krzywdzenia dzieci w rodzinie. Oczywiście w plikowni. Miłej lektury może ktoś znajdzie coś dla siebie
OdpowiedzUsuńciekawy reportaż dzisiaj na stronach internetowych
OdpowiedzUsuńhttp://www.tvn24.pl/-1,1737275,0,1,siadal-na-mnie-okrakiem-i-bil--gdzie-popadnie,wiadomosc.html