Witajcie,
wraz z moimi studentami rozpoczynamy projekt naukowy poświęcony analizie zjawiska żebractwa. Pewnie większość z Was spotkała się z osobami proszącymi o datki na ulicy, pewnie wielu udzieliło takim osobom "pomocy", a część przeszła koło żebraków obojętnie. Dawać czy nie dawać? Co dawać? Jak często dawać? Czy dawanie nie uzależnia osobę biedną od darczyńcy? I czy w ogóle osoby, które uprawiają proceder żebraczy rzeczywiście żyją w biedzie a ich żebractwo jest wynikiem konieczności? A może żebractwo to nic innego jak profesja, zawód, który można wykonywać jak każdy inny. I do którego można się (jak do każdego innego) przyzwyczaić???
Wiele pytań rodzi się w głowie w związku z pojęciami takimi jak żebractwo, żebrak, datki, jałmużnik, jałmużna. Czy dawanie pieniędzy na ulicy ludziom o nie proszącym jest przejawem naszej dobroczynności czy może niewiedzy na temat skutecznej pomocy? Kogo tak naprawdę wspieramy udzielając finansowej bądź rzeczowej pomocy?
Ostatnio w Warszawie została przeprowadzona akcja, w której punktem kluczowym było ustawienie żebrzącej kukły. Oczywiście przechodnie wrzucali pieniądze do wystawionej puszki a nawet zdarzył się przypadek kradzieży takiej puszki przez młodego mężczyznę. Szczegóły poniżej
dajemy nawet kukłom
Sądze, ze żebractwo w dużej mierze jest wynikiem przymusu zorganizowanej przestępczości. Oczywiscie nie każdy jest przymuszany ale na pewno jest przez nich wykorzystywany.
OdpowiedzUsuńMoże i zorganizowana przestępczość, jednak po obejrzeniu filmiku z artykułu o kukle dochodzę do wniosku, że za takie pieniądze warto byłoby iść na ulicę, bo zarobek z tego niezły. Niestety żebractwo na taką skalę jest po części naszą winą (społeczeństwa), bo przypuszczam, że każdy z nas przynajmniej raz wrzucił pieniążka do kubka, puszki czy czapki. A właśnie przez to ten biznes się opłaca.
OdpowiedzUsuńUważam, że dawanie pieniędzy nie jest dobre. W ten sposób tylko "utwierdzamy" te osoby w takim trybie życia, zamiast pomóc im wyjść z tej sytuacji. Wrzucanie pieniędzy jest raczej przejawem braku świadomości na temat pomocy takim ludziom, dlatego przydałaby się w Polsce dobra kampania na rzecz wspierania ludzi w takiej sytuacji.
OdpowiedzUsuńJa również zgadzam się z tym, że nie powinniśmy dawać pieniędzy żebrzącym. Ale zastanawia mnie jedna rzecz - co jeśli za parę lat społeczeństwo będzie bardziej świadome i ludzie nie będą już tak chętnie dawać pieniędzy osobą na ulicy przez co nie będą one "zarabiać" lub bardzo mało, czy nie zwiększy to liczby kradzieży, napadów rabunkowych czy innych zjawisk? Chyba, że ludzie zaczęli by dawać pieniądze placówkom i powstałby naprawdę dobry system wsparcia osób żebrzących.
OdpowiedzUsuńWitam Panie Macieju,
OdpowiedzUsuńJestem pana byłą uczennicą/studentką z kierunku pedagogiki resocjalizacyjnej. Za każdym razem gdy zaczepia mnie osoba bezdomna prosząca o pieniądze - odmawiam (myślę, że nie muszę wyjaśniać czemu). Dziś jednak nastąpiła inna sytuacja - bezdomny, co raczej rzadko się spotyka, poprosił mnie o kupno posiłku w jadłodajni.. jaka byłaby Pana reakcja? Ja osobiście kupiłam ten posiłek, lecz zanim to zrobiłam zapytałam o to, czy w Trójmieście nie ma miejsc, w których udziela się pomocy bezdomnym, gdzie mogą dostać ciepły posiłek. Pan wskazał, że jest takie miejsce - Caritas w Sopocie, ale on nie jest w stanie najeść się zupą. Myślę, że to kwestia subiektywna - czy kupimy takiej osobie posiłek czy nie.. ale dobrze by było, aby taka jednorazowa pomoc nie przyczyniała się do bezdomności tych osób czy też nie pomagała w rozwinięciu się wyuczonej bezradności.. Byłabym spokojniejsza gdybym powiedziała Panu, gdzie może się udać, aby chociaż zjeść (bo schroniska to inna sprawa?) Gdzie można kierować takie osoby w Gdańsku (Oliwa/Żabianka/Główny)?
Patrycja